kobiety doskonałe.

no i my.

#51

fot: www.agatagrodek.com

kobieta pewnego rapera wrzuca jedno zdjęcie na swój instagramowy profil i odbiera dziesiątki komentarzy, że uosabia ideał. patrzę na jej twarz i ciało i nie umiem się nie zgodzić. ba, musiałabym być ślepą ignorantką, by powiedzieć cokolwiek innego na jej temat. jej uroda robi dobrze każdemu, kto na nią tylko spojrzy, przysięgam. analizuje komentarze i uśmiecham się przy dosłownie co drugim, który podkreśla jak bardzo jest idealna. próbuje uchwycić jej spojrzenie na każdym zdjęciu i domyślam się, że żaden z tych komplementów tak naprawdę  nie zmienia w niej nic. jest kobietą, a kobieta z krwi i kości, nawet ta uznawana za ósmy cud świata, i tak czasem wstanie niezadowolona, spieprzy ważną dla siebie rzecz, nie dostanie tego, czego chce lub spędzi cały dzień w łóżku bo nie znajdzie siły, by z niego wstać. i choć w jej wypadku nigdzie indziej nie wyglądałaby tak seksownie, jak w pomiętej pościeli z rozrzuconymi włosami, jestem sobie w stanie wyobrazić, że czasem nawet temu obrazkowi daleko do ideału.

mam koleżankę, która z dumą mogłaby stać w rankingu na najseksowniejsze istoty świata. zaraz przy kobiecie z pierwszego akapitu, choć różnią się diametralnie. zaryzykowałabym nawet porównanie, że jeśli pierwsza jest uzdrawiającym jednym spojrzeniem aniołem, to ta ma więcej wspólnego z diabłem, który jest odpowiedzialny za tak nieludzko gorącą atmosferę w piekle. piękna brunetka z obłędnym ciałem i temperamentem, który aż widać, bo ściąga uwagę wszystkiego wokół, gdziekolwiek tylko się nie pojawi. jeśli mogę powiedzieć, że jadłam kiedyś kolację z ociekającą seksem pornogwiazdą, to mowa o hiszpańskich tapasach w jej towarzystwie. faceci wchodzą w ściany, gdy przechodzą obok stołu, przy którym siedzi. ci, którzy mieli okazje z nią zamienić choć słowo, wiedzą, że zabiera mężczyzn w podróż dookoła świata, gdy pozwala im pójść ze sobą do łóżka. a ci, którzy ja fotografowali w licznych aktach, pewnie po stokroć woleliby rzeźbić jej ciało swoimi rękami w białym marmurze. słuchałam przy tej kolacji jej opowieści o tym jak ostatnio bezskutecznie szukała mężczyzny, który mógłby zafundować jej wszystko to, co do tej pory ona dawała innym i spuentowałam, że wrzucę tutaj kiedyś jej zdjęcie, tak bezczelnie do bólu perfekcyjne zdjęcie i napiszę pod nim „tak, ta kobieta jest idealna. tak, jej też sporo rzeczy nie wychodzi!”, czym sterapeutyzuje wchodzące na tego bloga tłumy kobiet.

kobiety… te idealne i te zakompleksione. te, które imponują mężczyznom każdego poranka na siłowni i te, dla których trening to przykra walka ze sobą samą na skrawku wolnego miejsca w domu. te, które mają poczucie, że nie osiągnęły w życiu jeszcze nic i te, które świętują kolejny sukces. te, których aspiracją jest bycie dobrą mamą i te, które rezygnują z pewnej części swojej kobiecości na rzecz zimnego szczytu w którejś z hierarchii. te, które aż chcesz złapać za rękę i prowadzić brzegiem morza i te, które zmieniają twoje szczere uczucia w piekło. te, których masz dość po dwóch dniach razem i te, z którymi zwykła czynność wzrasta do rangi wydarzenia twojego życia. nasz świat to kosmos, a galaktyka, która w każdej z nas się znajduje, sprawia, że chyba nigdy nie skończą mi się tematy na tym blogu. o każdej z nas można by napisać porządnych rozmiarów książkę i każda ma w sobie coś, czym może inspirować całą resztę. każda też stanie w swoim życiu przed wieloma wyzwaniami i z nie wszystkich wyjdzie cało. to, czego nam potrzeba to coś zupełnie innego niż sprzedają nam media. to wreszcie trochę wyrozumiałości i pogodnego spojrzenia na siebie nawzajem. poczucie bycia wspaniałymi kobietami wspólnie, w jednym szeregu, a nie w wiecznie zmieniającej się bóg wie jakiej i czyjej hierarchii. wzajemnego patrzenia na siebie bez wyroku, bez zarzutu, bez oceny. pójścia na kolację jednego z ostatnich ciepłych wieczorów, zamówienia steka i pogodnego spojrzenia w oczy osoby, która siedzi naprzeciwko. życia prostego, czasem zwykłego, zaś nieustannie pełnego wewnętrznego spokoju. bo kto jak nie my samym sobie?


, , ,
  • Iskra

    Otóż to, moja droga. Zbyt często jesteśmy dla siebie samych największymi krytykami (chociaż poniekąd jest to lepsze niż ktoś inny ma nam dowalać), a przez to też bardziej jesteśmy podatne na wpływy obcych ludzi, nie wierząc do końca w samych siebie. Jestem na etapie zaczynania lubienia siebie i swoich ograniczeń i niedoskonałości, a to nie jest łatwe, tym bardziej jak ma się naturę perfekcjonisty :P. Chciałoby się rzec, że „kobiety kobietom zgotowały ten los”, bo kto inny jak nie druga kobieta pierwsza zauważy rozmazany makijaż, 3 kg więcej czy też plamę na sukience hehe. A to niby na tym żeby dobrze wypaść przed mężczyznami nam zależy, ale oni to ogólnie mają na to wyjebane i nie zauważają nawet dość mocnego makijażu i twierdzą, że ktoś „się praktycznie nie maluje”. Priorytety trzeba sobie poukładać i to dla kogo warto się starać. Najpierw starajmy się dla samych siebie i przy okazji pozostańmy ludzkie, bo ludźmi, a nie robotami się urodziłyśmy :)

    • ka

      wiesz, gdzieś z większą część życia spędziłam męcząc się z większymi i mniejszymi kompleksami. takim stażem można się porządnie zmęczyć. i całe szczęście, bo wtedy w końcu dochodzi się w końcu do wniosku, że to faktycznie jest tylko w twojej głowie, podczas gdy otoczenie nawet nie zauważa. że naprawdę trzeba spotkać trochę facetów, żeby wiedzieć, że sukcesu w związku świetny tyłek nie załatwi. trzeba spieprzyć kilkanaście rzeczy, żeby zobaczyć potem, że po jakimś czasie nie jest to warte nawet tego, by o tym pamiętać, a co dopiero tracić dla tego nerwy. że zwracanie uwagi na każde swoje zachowanie, swój każdy detal zabiera całą zabawę. jest dokładnie tak jak kiedyś napisała regina brett: „nie traktuj siebie tak poważnie, nikt poza tobą tego nie robi”.

  • Pave Concio

    nie ma ideałów, gdyż zawsze można coś ulepszyć, jednakże gdy zaakceptujesz wady, niedociągnięcia czy jakkolwiek chcecie to nazwać, wtedy możesz stwierdzić iż to Twój ideał ;)
    większość ludzi krytykuje się za plecami i pisze tu o obu płci, jeśli się akceptujesz, lubisz, kochasz (oczywiście nie w ten narcystyczny sposób), czujesz się pewną i szczęśliwą osobą, nie obchodzi Cię co mówią inni i nie krytykujesz to jesteś szczęśliwym człowiekiem ;)

  • Wszystkie kobiety są piękne (te co nie są mogły by być ale nie odkryły swego piękna i szarość dnia je zgubiła) Faceci uwielbiają niedoskonałości i gdy coś wyróżni kobietę z tłumu inna sprawa że media, tv, filmy, modelki, photoshop robi wam wodę z mózgów (do facetów też to się tyczy) pokazywałem u siebie na blogu jak wyglądają gwiazdy bez blasku świateł. Wpoiliśmy sobie te fałszywe ideały i stąd biorą się kompleksy (których tak jak piszesz nikt oprócz nas nie widzi) Czy to jest celowy zabieg ? Pewnie że tak, wielkie koncerny, ludzie co zarabiają miliardy na modzie czy innych pierdołach wiedzą że ich zadaniem jest utrzymać społeczeństwo w kompleksach, niezadowoleniu to właśnie wtedy najwięcej konsumują. Dobry wpis ;)

    • ka

      „faceci uwielbiają niedoskonałości i gdy coś wyróżni kobietę z tłumu” – no właśnie! ja to już wiem, ale tyle kobiet jeszcze nie jest świadomych. robbie, idź i nauczaj, myślę, że tobie mogą uwierzyć ;-).

      • ka powinniśmy połączyć siły ;)

        • ka

          jestem gotowa :*

          • Kocham to zdecydowanie u ciebie i cheć brnięcia w nieznane. Nasze centrum dowodzenia będzie u mnie czy u ciebie? Odbiorę go później, dziś nie mam czasu, ale odbiorę