to w końcu z jednym mężczyzną czy z kilkoma?

czyli czy coś już wiem o stosunku ilości do jakości

#50

 

od zawsze mam w sobie dwie kobiety. czytam jednocześnie listy miłosne osieckiej i przybory oraz „inną rozkosz” czyli encyklopedię BDSM. zwykle cała na czarno, mam zawziętą minę, co do której w pierwszych momentach ciężko czuć sympatię, a gdy znajdę się w odpowiednim otoczeniu, mięknę i nie przestaje się uśmiechać. moi byli faceci wiedzą, że bliskość raczej akceptuje tylko w formie perwersji seksualnej, ale zdarzają się ludzie, od których potrafię bezceremonialnie żądać nieustannego przytulania.

 

posiadanie kilku oblicz zawsze skutecznie mieszało w głowie facetom, z którymi się spotykałam. ostatnie lata z nimi doprowadziły mnie to wniosku, że życie w harmonii i satysfakcji z wieloma mężczyznami jest proste. banalne wręcz. możesz mylić imiona, odwoływać spotkania, wiecznie być niedostępna i wielce zajęta, możesz nawet wykładać się na prostych szczegółach. i tak wystarczy usiąść przed jednym z nich, spojrzeć mu głęboko w oczy, złapać za brodę i wspomnieć coś o tym, że może i było wielu, ale żaden z nich tak jak on. żaden nie był z tobą w tym miejscu, żaden nie powiedział ci tego co on, żaden nie robił tego z tobą w taki sposób. można tydzień dzielić na czterech, a do pełni sukcesu i ich satysfakcji wystarczy przyznać się, że to z nim ta czynność jest pierwsza lub to dzięki niemu stała się wyjątkowa. można być codziennie kimś innym i powtarzać to samo lub mylić fakty ze zwykłego roztargnienia, a widząc dezorientację w ich oczach, zrobić z tego skuteczną strategię. można spieprzyć wszystko, oni mogą wiedzieć o tym doskonale, ale wystarczy, że położysz się w ich biurze na podłodze jak marilyn monroe na zdjęciu tego wpisu i zaczniesz snuć te wszystkie słodkie i kobiece wizje, zaczniesz mówić swoje słodkie frazy, zaczniesz tworzyć czy realizować scenariusze, o których przebiegle pamiętasz, że skrycie marzą, a burza w ich głowie i nieufne spojrzenie szybko staje się nic nie znaczącym faktem…

 

to nie jest trudne. sprawić, żeby facet stracił dla ciebie głowę i przestał się kontrolować w sposób, jaki robił to dotychczas jest banalne. wypróbować to na większej ilości facetów – już po drugim czy trzecim staje się zwykłą formalnością. bo ilość jest cholernie prosta, problem pojawia, gdy nagle zaczynasz myśleć o tym, że czas na coś jakościowego. to jak z torebkami: twoja kolekcja dziesiątek tych kupionych w sieciówkach do niczego się nie nadaje, teraz chciałabyś jedną, skórzaną, markową, porządną. gromadzenie jest łatwe, praktykujemy to od dziecka i często nie przestajemy do emerytury. gonimy za gromadzeniem pieniędzy, za coraz większą ilością rzeczy na własność… każdy z nas ma to we krwi, a jeśli nie – ma to permanentnie w nią wstrzykiwane. ale dopiero zdobycie i utrzymanie jednej rzeczy o większej wartości staje się wyzwaniem. w kontekście związków i relacji, bukowski wiedział to już dawno: „facet potrzebuje wielu kobiet tylko wtedy, kiedy żadna z nich nie jest nic warta”. i dalej: „można utracić tożsamość, pieprząc się na prawo i lewo”. od kiedy tylko myślę na ten temat, od wtedy kompletnie nie wiem co ja bym dodała. wczoraj jadąc główną arterią mojego miasta, zobaczyłam przez szybę billboard magazynu logo. i hasło na nim: „wybierz swoją drogę, ale najpierw spróbuj wszystkiego”. i chyba na dzień dzisiejszy myślę podobnie.

 

posiadając wielu mężczyzn, niejednokrotnie wielu mężczyzn jednocześnie, bawisz się prześwietnie. generalnie plac zabaw masz ulokowany na szczycie świata. wydaje ci się, że nic nie może tego zepsuć czy zakłócić. i faktycznie – nic, czego się mogłaś spodziewać. bo spodziewasz się zawsze ataku z zewnątrz, a zamachu – jak się okazuje – dokonasz na sobie sama. bo ku swojemu zaskoczeniu, może okazać się, że bawisz się w coś, co staje się warte spędzania na tym czasu. czasu już nie tylko tego przeznaczonego na zabawę. bo ta gra zaczyna być warta świeczki. i nagle kompletnie przestaje obchodzić cię, że jest już wieczór i po całym dniu powinnaś grzecznie zostawić zabawki i wracać do swojego domu. nie interesuje cię to, bo zamiast spać, patrzysz w gwiazdy z dachu bloku i czujesz, że tworzysz chwile, o których będziesz pamiętać już zawsze. takie, które teraz powodują – jak to pięknie napisał kiedyś paweł bielecki – zakwasy na mięśniu sercowym, a kiedyś będą przyspieszać  twoje siedemdziesięcioletnie serce. i – co ważne – te, które sprawią, że będziesz się tak beztrosko bawić już do końca swoich dni.

 


, , , ,
  • Pave Concio

    jeśli Twe myśli zgadzają się z Twymi przekonaniami, każdy krok który stawiasz, każdą decyzję którą podejmujesz nie wzbudzają dylematów czy też burzy negatywnych myśli, a uznajesz jako prawdziwe, jako te wartościowe dla Ciebie to możesz czuć się wolnym człowiekiem ;)

  • Plus za Bukowskiego ;) Idą tropem jego cytatu. Ci faceci są nic nie warci, jak już mówiłaś o torebkach. W sensie że nie dla ciebie. Myślę że fajniej mieć gęsią skórkę przy jednym facecie/kobiecie. Ale z powodu że kurewsko ciężko taką osobę znaleźć to też jest rozwiązanie ;) Wszystko jest dobre o ile nie robimy nikomu krzywdy, myślę że ci goście też mają parę kobiet na boku. Fajnie opisane

  • „wybierz swoją drogę, ale najpierw spróbuj wszystkiego”. i chyba na dzień dzisiejszy myślę podobnie.”
    Otóż to, gdy pierwszy raz zobaczyłam to hasło, pomyślałam o sobie. Pomyślałam, że mi się podoba.

    Szkoda, że często odpowiedzialny, stabilny psychicznie i finansowo nudziarz, nie jest jednocześnie bogiem seksu i spontanicznych przejażdżek samochodem w środku nocy, wyśmienitym kucharzem i kimś, kto potrafi uprać własne skarpetki.

    • ka

      …czyli odwieczny dylemat odnośnie tego czy wybrać mężczyznę, przez którego nie możemy zasnąć czy tego, który gwarantuje nam spokojny sen? ;-)