wiesz gdzie relacje smakują najlepiej?

na ich granicach.

 

56

 

gdy granicę stanowi zwyczajne „nie”. gdy to „nie” broni cię przed wydarzeniem się między wami czegoś, co wydarzyć się nie może, czym staje się jednym, jedynym punktem w regulaminie waszej znajomości. gdy wypowiadasz je, patrząc mu prosto w oczy. przy przygaszonym, wieczornym świetle. przy otwartej butelce twojego ulubionego wina i już dawno danego sobie pozwolenia na to, by ta butelka wcale nie była dziś ostatnią. przy grającej na twoich najczulszych strunach lindsey stirling. przy przekonaniu, że nikt na świecie nie zgadnie, że z nim teraz jesteś. przy świadomości, że twojego ciała dotyka koronka koszmarnie seksownej bielizny, którą masz na sobie tylko po to, by bawić się przekonaniem, że on jej nie zobaczy. gdy on jest tak blisko, że czujesz w brzuchu to cudowne uczucie spadania, choć rollercoaster jeszcze nawet nie ruszył. gdy wszystko wokół wydaje się być argumentem „na tak”, a ty i tak mówisz „nie”. gdy nie pozwalasz mu przejść nawet na milimetr za tą granicę, a on, całując cię na „dobranoc” zamiast na „dzień dobry” kolejnego dnia, mówi, że to była piękna podróż do pierwszego punktu regulaminu.

 

i gdy granicę stanowi sakramentalne „tak”. gdy twoje granice znikają. gdy przez każdą z nich przedarł się ktoś, kto beztrosko zignorował wszelkie ostrzeżenia spotkane po drodze. gdy był jedynym, który nie uwierzył w żadne z tych zakazujących wstępu, zabraniających zbliżania się. gdy wyczerpany setką wojen, w końcu koi się zdobytą bliskością. gdy zasypia przy tobie z tym prawie niezauważalnym, błąkającym się po ustach, uśmiechem satysfakcji. i gdy zaskakujesz samą siebie kiedy stwierdzasz, że nie masz nic przeciwko. gdy twoje mury obronne przestają spełniać pierwotną funkcję. gdy przestajesz w końcu postrzegać to w kategoriach przegranej. gdy twój świat, choć podbity i przejęty, wydaje się być w dobrych rękach.

 

na tych granicach relacje smakują tak, że apetyt na nie nigdy nie maleje. na tych granicach spotykasz się z tym, co najintensywniej żyje w ludziach. to dlatego zostajemy kobietami bez granic i równie bezgranicznie się w tych relacjach zatracamy. wiem o nas dwie rzeczy. po pierwsze: że kiedyś wszystkie spotkamy się za tą granicą, za którą w końcu poczujemy, że przekroczyłyśmy o jedną za dużo. swoją lub czyjąś. i po drugie: że i tak będzie to tego warte.

 


, ,
  • Iskra

    Najlepsze jest to, że dla każdego te granice oznaczają coś innego i nawet w związku można czasami być zaskoczonym jak daleko można je przesunąć, nie tylko w łóżku, ale też w akceptacji pewnych zachowań. Bardzo dobry tekst dający do myślenia na każdym etapie poznawania drugiej osoby i niezwykle uniwersalny, bo z każdym nowo poznanym człowiekiem pewne granice, prędzej czy później, zostają za nami, zapomniane i w większości jest to powód do zadowolenia, a nie smutku.
    Pozdrawiam moja droga :)